Rzecz dzieje się na łące. Pośród kwiatów, latawców, krasnoludków. Zapach powietrza. Motyle tańczą. Powodzie kwiatów i tęcza zmysłów. Tam gdzie prowadzą uderzenia serca. W wyimaginowanych siatkach na motyle leżą kamienie koloru jesiennych liści. Potoki czułości słownej płyną nieprzebranie. Tam zjawił się dnia pewnego książę. Cudowny książę jak z bajki. Bo przecież to bajka. Książę myśli: "Ja jak z bajki, sceneria też jak z bajki. Pięknie i pachnie. Tu musi się kryć księżniczka lub jakaś nimfa czy driada." Już w swych myślach łapie wybrankę w ramiona, całuje, kocha i myśli, że ze szczęścia skona. Wtem słyszy odgłos w krzakach polany. To ona!!! Na pewno ona!!! Książę zamyka oczy i czeka na jej ciepły dotyk..... słyszy jak się zbliża... jak mruczy...... Łapie niecierpliwie w ramiona i czuje na swej twarzy dotyk ciepłego oddechu... języczka, języka, wielkiego języka? ozora??? Ozora!!! Pragnął książę miłości, ciepła, czułości. A wylądował w ramionach najzwyklejszej... krowy. Jedynej mieszkanki łąki.
ps Na pamiątkę. Gówno. Na bucie.