Refleksja wieku:
cieszę się, że jesteś.
poniedziałek, 17 listopada 2014
wtorek, 11 listopada 2014
środa, 5 listopada 2014
sobota, 25 października 2014
crovazon
Uwielbiam połączenia face to face.Wtedy czuję. I wiem, że to true. A nie urojenie. Urojenia zostawmy chorym psychicznie. Ewentualnie może mi się świat zakołysać. Po procentach.
To będzie hit imprezy. Drink crovazon.
To będzie hit imprezy. Drink crovazon.
czwartek, 16 października 2014
poniedziałek, 13 października 2014
zeszłoroczny śnieg
Minister kultury wszelakiej przefarbował się na świński blond.
Tymczasem w Kauflandzie sprzedają już Mikołaje.
Tymczasem w Kauflandzie sprzedają już Mikołaje.
niedziela, 12 października 2014
jaśniej niż słońce
Nie mogę przestać się uśmiechać. Bo uśmiechasz się Ty... Zarażasz uśmiechem, pokonujesz uśmiechem, obezwładniasz uśmiechem. Kiedy się uśmiechasz, świat nabiera barw. Śmieją się Twoje usta, oczy, a nawet włosy...
Jest pięknie.
i jeszcze trochę muzyki...
Jest pięknie.
i jeszcze trochę muzyki...
In The Valley Below - Peaches
ulubione
Chodź,
pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz, chodź, pocałuję cię w
trzecie oko, chodź, pocałuję cię w czoło, w głowę, w stopę, w pępek, w
kolano, w knykieć, w sutki, w pępek, w duszę, chodź, pocałuję cię w
twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz.
W samo serce.
- Jakub Żulczyk
- Jakub Żulczyk
sobota, 11 października 2014
piątek, 10 października 2014
poniedziałek, 6 października 2014
sobota, 4 października 2014
ciepła jesień
Wieczór autorski niesamowicie się udał. Delikatne zdenerwowanie wymieszane z okładką nowej książki. Przyjemnie przeżywać takie chwile. Być blisko, podziwiać, móc się zauroczyć...
Lubię wracać jesienią. Wtedy jest tak... ciepło...
Lubię wracać jesienią. Wtedy jest tak... ciepło...
wtorek, 15 lipca 2014
czwartek, 26 czerwca 2014
trochę inna bajka
Rzecz dzieje się na łące. Pośród kwiatów, latawców, krasnoludków. Zapach powietrza. Motyle tańczą. Powodzie kwiatów i tęcza zmysłów. Tam gdzie prowadzą uderzenia serca. W wyimaginowanych siatkach na motyle leżą kamienie koloru jesiennych liści. Potoki czułości słownej płyną nieprzebranie. Tam zjawił się dnia pewnego książę. Cudowny książę jak z bajki. Bo przecież to bajka. Książę myśli: "Ja jak z bajki, sceneria też jak z bajki. Pięknie i pachnie. Tu musi się kryć księżniczka lub jakaś nimfa czy driada." Już w swych myślach łapie wybrankę w ramiona, całuje, kocha i myśli, że ze szczęścia skona. Wtem słyszy odgłos w krzakach polany. To ona!!! Na pewno ona!!! Książę zamyka oczy i czeka na jej ciepły dotyk..... słyszy jak się zbliża... jak mruczy...... Łapie niecierpliwie w ramiona i czuje na swej twarzy dotyk ciepłego oddechu... języczka, języka, wielkiego języka? ozora??? Ozora!!! Pragnął książę miłości, ciepła, czułości. A wylądował w ramionach najzwyklejszej... krowy. Jedynej mieszkanki łąki.
ps Na pamiątkę. Gówno. Na bucie.
ps Na pamiątkę. Gówno. Na bucie.
wtorek, 24 czerwca 2014
różowy
Nie rozumiem szklanki. Ani czerwonego smoka. Zbyt twardo chodzę po ziemi. Tylko raz jeden zwariowałam. W ciągłości do dziś. Do jutra. Do srebrnych nitek czasu.
czwartek, 12 czerwca 2014
z o.o.
Ponoć każdemu człowiekowi odpowiada jakieś zwierzę. Wybieramy, utożsamiamy się. Puszysty kot, ogromny słoń, głupi osioł. A nawet koń. Myszki, ptaszki, żuczki. Niektórzy chcieliby być psem. A wychodzi suka. Bywa.
piątek, 6 czerwca 2014
za blisko
"Jesteś za blisko, by się śnić" śpiewała Kayah. Nieprawda. Każdej nocy czuję Twój język.
Raised By Swans "How Do These Hearts Unfold"
wtorek, 3 czerwca 2014
Nienasycenie
Zachciało mi się bloga. Inaczej. Jak dawno temu w paski. A przecież lubię maki. Lecą sobie właśnie w kanale reklamowym i kuszą wolnością. Obietnice też lubię. Słowa na przekór deszczom. I wiatrom w oczy.
Potem gotuję obiad. Dorzucam przyprawy. Dla smaku. Z serca. W menu dziś ragu. Kiedyś marzyłam o własnej knajpie. Z sofami. Świecami. I zawsze świeżymi kwiatami. Nie zostałam Gesler. Drugą Gesler. Ani nawet dwudziestą. Zielarką też raczej nie zostanę. Przyszło mi się z tym pogodzić. Zupełnie nie mam ręki do kwiatów. Za to mam głowę w chmurach. Serce na talerzu. Rudego kota. I nieskończone pokłady miłości.
Potem gotuję obiad. Dorzucam przyprawy. Dla smaku. Z serca. W menu dziś ragu. Kiedyś marzyłam o własnej knajpie. Z sofami. Świecami. I zawsze świeżymi kwiatami. Nie zostałam Gesler. Drugą Gesler. Ani nawet dwudziestą. Zielarką też raczej nie zostanę. Przyszło mi się z tym pogodzić. Zupełnie nie mam ręki do kwiatów. Za to mam głowę w chmurach. Serce na talerzu. Rudego kota. I nieskończone pokłady miłości.
Koraliki
Tylko Ty znasz każdy mój krok. Moje myśli. Oddechy. Wiesz, jak wyglądam, kiedy wstaje i kiedy makijaż zlał się z wódką. Wiesz, jak zasypiam znużona, upada mi ołówek. Jak kładę się nad ranem z poduszką pełną słów. Między nami już tyle nocy dzielonych na dwa. Nieprzespane świty. I wiesz, dlaczego ich nie przesypiam. Tylko Ty słyszysz mój płacz, kiedy nie mam siły odkleić się od podłogi. Słyszysz mój krzyk w niebo. Z bezradności. I rozkoszy. Bo język. Bo usta. Bo nie ogarniam piękna. Jesteś w pulsie miasta. Bijącym sercem gwarliwych ulic. Gdy ludzie w Manufakturze. Głośna muzyka na imprezie. I truskawki na rynku. Płyniesz mi w żyłach. Krwią zmieszaną z alkoholem, gdy przesadzam. Uderzasz rumieńcem w za głośnym śmiechu w restauracji. Gafą na ulicy. Potknięciem w teatrze. Wiesz, jak śpiewam. A raczej fałszuję. Wiesz, jak tańczę. Jak się śmieję. Jak wykrzywiam stopę. Jak słodko potrafię pieprzyć. A pieprzem posypać rany. Oswajasz moje demony, duchy przeszłości. Przyszłości. Całą mnie znasz na pamięć. A wciąż tyle do powiedzenia. A wciąż studnia. A wciąż za mało koralików wspólnych dni.
Minipop - Precious
poniedziałek, 2 czerwca 2014
niedziela, 1 czerwca 2014
piątek, 30 maja 2014
Maska
Narysuję dla ciebie motylka i słoneczko złote. Kwiatuszki. Uśmieszki. Och, jak mi dobrze! Rozpływam się na ścieżkach, majaczę, wybieram sobie zwierzątko, którym chcę być. Nie szczekam za tobą....
Nie płaczę. Mam schemat działania sprawny. Sprawdzony...
Daję czas. Tydzień. Dwa. Miesiąc. Dwa... W zależności od kaprysu, nastroju, chwili, rodzaju sprawy. Kiedy nadchodzi odpowiedni moment. Kiedy ogarnia mnie wścieklizna i ochota na seksik. Chwytam komórkę do ręki i wypisuję do ciebie wiadomości tekstowe:
"I jak tam? Przeszło ci już?", "Nie traćmy czasu na gniewy, słoneczko tak pięknie świeci", "Minęło już odpowiednio dużo czasu?" "Myślę ostatnio ciepło, przez dwa miesiące tylko zimno i źle, ale dziś myślę ciepło...".
Lubię tak tobą manipulować. Mydlinami oczy zasłaniać. Kłamstwo i blef to moja specjalność. I nigdy nie żałuję i nie mam wyrzutów sumienia.
***
Zaobserwowano ostatnio działanie tego typu żenujących schematów. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie - niech ucieka....
Nie płaczę. Mam schemat działania sprawny. Sprawdzony...
Daję czas. Tydzień. Dwa. Miesiąc. Dwa... W zależności od kaprysu, nastroju, chwili, rodzaju sprawy. Kiedy nadchodzi odpowiedni moment. Kiedy ogarnia mnie wścieklizna i ochota na seksik. Chwytam komórkę do ręki i wypisuję do ciebie wiadomości tekstowe:
"I jak tam? Przeszło ci już?", "Nie traćmy czasu na gniewy, słoneczko tak pięknie świeci", "Minęło już odpowiednio dużo czasu?" "Myślę ostatnio ciepło, przez dwa miesiące tylko zimno i źle, ale dziś myślę ciepło...".
Lubię tak tobą manipulować. Mydlinami oczy zasłaniać. Kłamstwo i blef to moja specjalność. I nigdy nie żałuję i nie mam wyrzutów sumienia.
***
Zaobserwowano ostatnio działanie tego typu żenujących schematów. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie - niech ucieka....
puzzle
Bo wszystko to czasem sprawia wrażenie wycinanki. Pokój wycięty z tamtego życia, co porzucone pulsuje cicho za plecami. Lampa, zasłony, kontakty. Stół. I filiżanki jak z Anglii. Co ludzie powiedzą, tak drży mi ręka. Nie nawykłam do takiej ilości kawy i ciepła. Do tego prawdziwy pomidor. Smak prawdy i zdjęcia z głowami. Epicentrum wycinanki zajmują oczy, usta, dłonie i cała reszta. Jak z katalogu. Tak bardzo tu nie pasujesz, łamiesz zasady biciem serca. Tak bardzo przylegasz i szczęściem wtapiasz się w dywan. Kolejne krople kleju wylane na fundamenty.
czwartek, 29 maja 2014
różowy szalik
Chwytam rzeczywistość za rogi. Nie bawię się w panią przedszkolankę. Mówię głośno, wyraźnie. Nie sypię cukrem pod łóżkiem. W łóżku wyjątek. Mydlinami usuwam brud z dłoni. Za bardzo szanuje oczy innych. Nie będę zachwycać się pięknem kwiatków, kiedy pod nogami leży gówno. Drzewo to drzewo. Smród to smród. Kłamstwo to kłamstwo. Trawa to trawa.
A tak w ogóle to straszna ze mnie romantyczka.Z lampionami w oczach. I dotykiem od którego przewraca się niebo.
A tak w ogóle to straszna ze mnie romantyczka.Z lampionami w oczach. I dotykiem od którego przewraca się niebo.
wtorek, 27 maja 2014
kiedyś
Kiedyś wypatrywałam dymu, wiedziałam wtedy że jest. Dziś zasłaniam łzy eyelinerem. Czarna powłoka rzęs chroni przed wrażliwością. Obiera ze skórki cebulę. I jeszcze wiecznie głuchy telefon.
Kiedyś miałam nie swoje dłonie i kawałek ogródka. Tam zawsze był łubin.
Kiedyś miałam nie swoje dłonie i kawałek ogródka. Tam zawsze był łubin.
poniedziałek, 26 maja 2014
czwartek, 22 maja 2014
przydatność
Nadaję się tylko pocztą. Otwórz mnie. Czytaj. Zachłannie rozsyp głoskami po swoich ustach.
gramatyka
Przychodzisz do mnie szeptem. Nie rozpaczam Cię między palcami. Nie czuję zimna. Po drodze omijasz wszystkie światła latarni. Tylko to co pod górkę smakuje spełnieniem.
Czekam jak panel nieprzydatny w pojedynkę. Skrzypienie serca dowodzi istnienia wiosny. Oto cała ja.
Odmieniam drogi przez przypadki. Słońca przez osoby. Stopniuję zapach. Pachnie, bardzo pachnie, odurzasz.
Czekam jak panel nieprzydatny w pojedynkę. Skrzypienie serca dowodzi istnienia wiosny. Oto cała ja.
Odmieniam drogi przez przypadki. Słońca przez osoby. Stopniuję zapach. Pachnie, bardzo pachnie, odurzasz.
czwartek, 15 maja 2014
marzenie
I chciałoby się uciec. Zamknąć laptopa. Odłożyć myśli na półkę jak strzykawkę po zastrzyku. Biegnijmy za horyzont. Łapać chwile w album serca.
Tam nawet powietrze oddycha za Ciebie. I za mnie. Łatwiej. Piękniej. Lepiej.
Tam nawet powietrze oddycha za Ciebie. I za mnie. Łatwiej. Piękniej. Lepiej.
wtorek, 13 maja 2014
white sunrise
Chyba nigdy nie zrozumiem ludzi. Oszukują. Kłamią. Zwodzą. Obiecują bez w styczniu. I żonkile na Boże Narodzenia. Przyjadę. Pójdę. Zrobię. Załatwię. Chyba Cię na szaro. A potem jeszcze dowalić mailem. Słów ślinotokiem. Mam wkurwa. Mam zmęczone oczy. I jeszcze brakuje kredki w odcieniach szarości. Za to z brokatem.
White sunrise poprawia humor. Z przypadku woda toaletowa. Pasuje mi.
ps i jeszcze wracam do domu cała i niezdrowa na umyśle. Bywa.
White sunrise poprawia humor. Z przypadku woda toaletowa. Pasuje mi.
ps i jeszcze wracam do domu cała i niezdrowa na umyśle. Bywa.
piątek, 9 maja 2014
wtorek, 6 maja 2014
przypływ
Może istnieje milion błahych powodów, dla których co nocy śni mi się. Może to maj, a może styczeń. Może tramwaj numer 16, którym codziennie jeździło moje niebo. Może kasztany. Może zapach mydła o smaku lipy. Może… Kiedy wszystko się dzieli na dwa i mnoży przez dwa. Uczucie.
niedziela, 4 maja 2014
nowe
Zardzewiałe kłódki. Łóżka z powyłamywanymi nogami. Zagubione furtki. Odcięte głowy. Na kwiecistych, majowych polanach zdychają fałszywe misie. Windy wożą tylko w dół. Samotne sportsmenki udają życie. Parkingi łakną detergentów.
Mam dziś ocean myśli. Nie trywializuj magii w przypadki. Może wszystko jest po coś. Posłuchaj powietrza. Pachnie nowe...Kiedy nadchodzi świt z dobrym wspomnieniem nocy.
Mam dziś ocean myśli. Nie trywializuj magii w przypadki. Może wszystko jest po coś. Posłuchaj powietrza. Pachnie nowe...Kiedy nadchodzi świt z dobrym wspomnieniem nocy.
czwartek, 1 maja 2014
kolory
Pada biały deszcz. To drzewa jeszcze płaczą przedwcześnie utraconymi płatkami. Dopiero maj, a już bez.
Przykładasz mi biały kompres do serca. Na pasach ruchliwej ulicy. W szaro-burej cudownej rzeczywistości.
Lubię biały, a serce mam przecież czerwone.
Przykładasz mi biały kompres do serca. Na pasach ruchliwej ulicy. W szaro-burej cudownej rzeczywistości.
Lubię biały, a serce mam przecież czerwone.
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
poniedziałek
Kiedyś nie lubiłam poniedziałków. Połykałam drewniany kołek, gdy w pociągach pełnych tęsknoty odjeżdżały marzenia. Na torach gubiłam łzy. Zabierałam ze sobą tylko wspomnienia, parę zdjęć i zapach miłości zamknięty w czarnej walizce. Otwierałam ją dopiero wieczorem...
Dziś kupuję chrupiący chleb. Zaciągam się życiem... Nie budź. Nie szczyp. Nie daj mi znów uwierzyć w zmierzch.
Dziś kupuję chrupiący chleb. Zaciągam się życiem... Nie budź. Nie szczyp. Nie daj mi znów uwierzyć w zmierzch.
sobota, 26 kwietnia 2014
deszcz
Lubię deszcz. Mokre włosy. Krople na twarzy. Kaptury.
Lubię deszcz. Niespodziewany jak wyznanie.
Lubię deszcz.
I romantyzm.
Lubię deszcz. Niespodziewany jak wyznanie.
Lubię deszcz.
I romantyzm.
piątek, 25 kwietnia 2014
chodnik
Jestem sama. Sama siebie odwiedzam. Ostatnio odwiedziłam siebie o 22.45. Odwiedzę siebie znów za dziesięć minut, zapytam co słychać. Znudzona wyjdę. By wrócić za minut pięć.
środa, 23 kwietnia 2014
szaleństwo na parkingu
Kiedy znów pójdziemy na parking? Spodobało mi się. Nie sądziłam, a jednak. Parking pod Realem, pod Tesco i wszystkie inne parkingi świata od dziś nasze! Odkrywanie nieznanego, wycieczki w głębiej... Kreci mi się w głowie, samochody wirują. Nie mogę się skupić, powiedzieć właściwie, choć próbuję i próbuję. Spodobała mi się ta zabawa… Choć nadal myli mi się Honda z Hyundai’em, a Seat z Suzuki. Kiedy pójdziemy znów rozpoznawać marki samochodów? :)))))
zasadzka
Co byłoby gdyby rozciąć niebo?
Szybkim ruchem, niespodzianie. Rozciąć. Zranić. W zasadzie niewiele mamy do
stracenia, dziurawi się przecież wszystko: ser w plasterkach, drogi, pamięć, a
nawet skarpetki. I byłaby sobie dziura w niebie wielkości parasolki. Można by zbadać
ukrwienie nieba, żyły, aorty, rzeki krwi, morza czerwonych łez. Boga zaprosić
na spacer, na kawę. Polizać chmury jak cukrowe lizaki. No i co z Aniołami?
Gubiłyby piórka. Czasem obcasy za niskich Anielic spadałyby gradem na ziemię. A
swoją drogą ciekawe, czy taki Anioł, potykając się o dziurę w niebie, rzuci
kurwą? Nadsłuchiwałabym łakomie z ziemi. Ja bym rzuciła. Pewnie dlatego Aniołem to ja raczej nie zostanę…
tej nocy boli mnie głowa
Nadszeptem mi jesteś ponad wszystkie parki, powietrza i migotania zegarów.
Bierzesz mnie za rękę, błogosławisz kawę. Czy wiesz o czym śni niebo?
ps Żelazne kłódki spalonych mostów sięgają dna.
Daj mi drinka. Daj mi powód. To już za pięć minut kamień.
Bierzesz mnie za rękę, błogosławisz kawę. Czy wiesz o czym śni niebo?
ps Żelazne kłódki spalonych mostów sięgają dna.
Daj mi drinka. Daj mi powód. To już za pięć minut kamień.
wtorek, 22 kwietnia 2014
19.20
żaba w żakiecie no nie wiem nie wiem
żenada w żyłach
żal że żebranie
żaluzja przepraszam aluzja
żółty żagiel na po żegnaj
żałoba na różowo
żałosne żarcie by żądza
żądło żelazko żmija żeliwa
żeński żigolo
żerowanie żywicy
żenada w żyłach
żal że żebranie
żaluzja przepraszam aluzja
żółty żagiel na po żegnaj
żałoba na różowo
żałosne żarcie by żądza
żądło żelazko żmija żeliwa
żeński żigolo
żerowanie żywicy
dziś
Miesiące strzelają jak błyskawice. Trochę huku i nie ma, znika iskra, strach. Wszystko złudzeniem. Zima już taka nie moja, jesień sto lat temu przebrzmiała. Pociągi zabrały z sobą szare maski, twarzami tego nazwać nie można.Nic z tego było prawdziwym wierszem. Głowy wycięte ze zdjęć, odcięte fragmenty ręki, nogi, nerki. Jedna cała postać. Segreguje śmieci, segreguje wspomnienia. Sprzedaje ludzi, za parę dolarów, za bilet w jedną stronę, za cztery spotkania, za wstyd spalony w popielniczce.
Herbata nocą, wódka za dnia. Popatrz w lustro i wypij więcej. Włóż rękę między żebra i poszukaj serca.
"Byłam śniegiem w lipcu, amunicją na Placu Świętego Piotra. Jestem wiarą w sens w bezsensie. Uwierzyłam jutro. Zapomniałam wczoraj"(cytat K.K.)
Herbata nocą, wódka za dnia. Popatrz w lustro i wypij więcej. Włóż rękę między żebra i poszukaj serca.
"Byłam śniegiem w lipcu, amunicją na Placu Świętego Piotra. Jestem wiarą w sens w bezsensie. Uwierzyłam jutro. Zapomniałam wczoraj"(cytat K.K.)
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
środa, 16 kwietnia 2014
e- motka
Czasem nawet nie marzę. Czasem spełnia się niewypowiedziane. :)
Dygresja: Za oknem atrament, na którym zawisła lampa z Ikei. Wygrywa konkurencje z księżycem. A ja dalej nie posiadam zegara ściennego.
ps dziękuję...
Dygresja: Za oknem atrament, na którym zawisła lampa z Ikei. Wygrywa konkurencje z księżycem. A ja dalej nie posiadam zegara ściennego.
ps dziękuję...
czujność
Jestem czujna. Jestem bardzo czujna. Wielki Piątek zapalił mi czerwone światło w głowie. Potrójna czujność.
ps w miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone...
ps w miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone...
niedziela, 13 kwietnia 2014
trudne sprawy
Na naszym osiedlu życie nabiera rumieńców.
Znika Bezdomna Jolka. Pojawia się Naćpana Lesbijka z Pieskiem i Pijana Gosia z Avonu.
Kolorowo.
Znika Bezdomna Jolka. Pojawia się Naćpana Lesbijka z Pieskiem i Pijana Gosia z Avonu.
Kolorowo.
impreza na 4
Dawka procentów odsłania prawdziwe "ja", prawdziwą twarz.
Typy poalkoholowe:
Typ 1- słodko-pocieszny- uśmiecha się, opowiada historie, tańczy, bawi się, nawet jak przesadzi jest w tym słodko-zabawny
Typ 2- własny świat - przestaje zwracać uwagę na ludzi, jest w swoim świecie, tańczy sam, pije sam, wychodzą na jaw aspołeczne zachowania
Typ 3- szczerość w twarz- mówi, co myśli, nic nie ukrywa, nie podlizuje się, nie zachowuje pozorów
Typ 4- wredna żmija- spada maska życzliwości i wrażliwości, na maksa chleje, na maksa wredność sieje, typ zainteresowany tylko własnym ego
Typy poalkoholowe:
Typ 1- słodko-pocieszny- uśmiecha się, opowiada historie, tańczy, bawi się, nawet jak przesadzi jest w tym słodko-zabawny
Typ 2- własny świat - przestaje zwracać uwagę na ludzi, jest w swoim świecie, tańczy sam, pije sam, wychodzą na jaw aspołeczne zachowania
Typ 3- szczerość w twarz- mówi, co myśli, nic nie ukrywa, nie podlizuje się, nie zachowuje pozorów
Typ 4- wredna żmija- spada maska życzliwości i wrażliwości, na maksa chleje, na maksa wredność sieje, typ zainteresowany tylko własnym ego
sobota, 12 kwietnia 2014
piątek, 11 kwietnia 2014
wprost o brudzie
Prawdziwa higiena osobista to nie kupowanie drogich, firmowych ubranek i bucików i perfum po 400 złotych. Prawdziwa higiena to umycie zębów szczoteczką i pastą do zębów po wymiotowaniu i poranne mycie zębów, a nie zjadanie centymetrowego osadu razem ze śniadaniem.
Smacznego.
Smacznego.
czwartek, 10 kwietnia 2014
dom
Nocami wracam od siebie. Mija mnie kosmetyczka, zieleniak i pasjonat zwierząt. Kosmita sprzedaje drogo, Kazia rozdaje przepisy, a czarna grzywka pyta czy dziś wieje. Znam tu każdą płytkę chodnika, każde załamanie nieba. W czarnych jak bez kałużach przeglądają się latarnie. Dziewczyna przechyla tanie wino, a żywopłoty przytulają zakochanych.
Kiedyś lubiłam zaglądać ludziom w okna, zazdrościć powietrza. I światła. Wyobraźnia wieszała zasłony, a po mieszkaniu przechadzał się kot. Dziś wracam nocami do siebie. Kuchnia pachnie jakby już na zapas. Mruczy prywatne futro. A ja wyglądam przez balkon. Na drugą połowę serca.
Marzenia się spełniają. Jutro uwierzę w cuda.
Kiedyś lubiłam zaglądać ludziom w okna, zazdrościć powietrza. I światła. Wyobraźnia wieszała zasłony, a po mieszkaniu przechadzał się kot. Dziś wracam nocami do siebie. Kuchnia pachnie jakby już na zapas. Mruczy prywatne futro. A ja wyglądam przez balkon. Na drugą połowę serca.
Marzenia się spełniają. Jutro uwierzę w cuda.
kolejny raz w tobie
A jeśli się zakocham? Po raz kolejny, tysięczny, tak samo i za każdym
razem inaczej. A jeśli nie będę mogła na Ciebie patrzeć? Z nadmiaru
piękna.
wtorek, 8 kwietnia 2014
maglina
Siedzę sobie pośrodku nocy. Przypodłogowe listwy spoglądają na mnie z góry.
Czerwona pustynia kącika oka płacze. Nie lubi wiosny. A ja nie lubię zimy. Tak oto wpadam w konflikt z własnym ciałem.
Zasłony czekają na nożyczki i okno na świat. W firankach zawiesiła się noc i wyrywa czarne dziury neonami miast. Nie mam białej nici. Tylko zielony kordonek.
Wiosną kocha się nałogowo.
Z robótek ręcznych wolę jedwab pod palcami. Nie używam igieł. Do ty tkanie...
Czerwona pustynia kącika oka płacze. Nie lubi wiosny. A ja nie lubię zimy. Tak oto wpadam w konflikt z własnym ciałem.
Zasłony czekają na nożyczki i okno na świat. W firankach zawiesiła się noc i wyrywa czarne dziury neonami miast. Nie mam białej nici. Tylko zielony kordonek.
Wiosną kocha się nałogowo.
Z robótek ręcznych wolę jedwab pod palcami. Nie używam igieł. Do ty tkanie...
niedziela, 6 kwietnia 2014
romantyzm z pogranicza parkingu
Miejsce akcji: Paryż, parking, ciasny samochód (za oknami noc, nie widać nic)
Paryżanka: Podoba cię się Paryż? Zobacz jak romantycznie!
Gość: Ale jest noc i...
Paryżanka: Ciii... No prawda, że cudownie!!! To najbardziej romantyczne miejsce na świecie!!! Ale ty chyba nigdzie nie chcesz iść? Zwiedzać? Bo i po co, jestem ja i to Ci wystarczy. Jesteśmy w Paryżu... Tutaj parkingi smakują inaczej! Ten jest bardzo fajny, nikt tu nie przyjdzie, nie zobaczy nas. Specjalnie taki wybrałam. No przecież wiem, że się cieszysz!
Gość: Ja chcę...
Paryżanka: No wczuj się w klimat! Zobacz, ubrałam sukienkę i kapelusz.
Mam pomysł zapalimy sobie. Cyganeria z nas taka francuska. Hihi...
Gość: Nie lub...
Paryżanka: A Ty jesteś! Zatańczyłabym dla Ciebie, ale trochę tu ciasno. No dobra mogę się trochę powyginać! Hmmmmmm... Oj ale mam ochotę..... Hmmmmm....... Ty francuski łobuzie! W ogóle to nie traćmy czasu na rozmowę!
Akcja lepiej przeniesie się poza granice dusznego, zadymionego wnętrza, gdzie następuje pospieszny seks. Popatrzmy lepiej w niebo i tę parę, co spaceruje pobliskim skwerkiem. I życzenia wypowiada z delikatnym muśnięciem dłoni.
Tymczasem w samochodzie. Po.
Paryżanka: Jezu! jaka ja jestem romantyczna i wrażliwa...
Paryżanka: Podoba cię się Paryż? Zobacz jak romantycznie!
Gość: Ale jest noc i...
Paryżanka: Ciii... No prawda, że cudownie!!! To najbardziej romantyczne miejsce na świecie!!! Ale ty chyba nigdzie nie chcesz iść? Zwiedzać? Bo i po co, jestem ja i to Ci wystarczy. Jesteśmy w Paryżu... Tutaj parkingi smakują inaczej! Ten jest bardzo fajny, nikt tu nie przyjdzie, nie zobaczy nas. Specjalnie taki wybrałam. No przecież wiem, że się cieszysz!
Gość: Ja chcę...
Paryżanka: No wczuj się w klimat! Zobacz, ubrałam sukienkę i kapelusz.
Mam pomysł zapalimy sobie. Cyganeria z nas taka francuska. Hihi...
Gość: Nie lub...
Paryżanka: A Ty jesteś! Zatańczyłabym dla Ciebie, ale trochę tu ciasno. No dobra mogę się trochę powyginać! Hmmmmmm... Oj ale mam ochotę..... Hmmmmm....... Ty francuski łobuzie! W ogóle to nie traćmy czasu na rozmowę!
Akcja lepiej przeniesie się poza granice dusznego, zadymionego wnętrza, gdzie następuje pospieszny seks. Popatrzmy lepiej w niebo i tę parę, co spaceruje pobliskim skwerkiem. I życzenia wypowiada z delikatnym muśnięciem dłoni.
Tymczasem w samochodzie. Po.
Paryżanka: Jezu! jaka ja jestem romantyczna i wrażliwa...
czwartek, 3 kwietnia 2014
fotodziennie
Komórka serca.
Klisze rzeczywistości. Szaro. Buro. Kolorowo.
Zwyczajnie. Prosto. Mojo.
Mój drugi blog: fotodziennie
Klisze rzeczywistości. Szaro. Buro. Kolorowo.
Zwyczajnie. Prosto. Mojo.
Mój drugi blog: fotodziennie
wtorek, 1 kwietnia 2014
poniedziałek, 31 marca 2014
chwytam dzień
Wiosna uderza w moje okna. W jeszcze zacieki po zimie, jeszcze kurz i spaliny. Przejrzyste powietrze, promienie słońca, soczysta zieleń się buja.... Stop! Bujaj się. Flak bez oleju.
Bez słów.
Tylko niezapominajki mojego spojrzenia. Nie pieprzę wiosny. O wiośnie. Ewentualnie wiosną.
Chwytam dzień za rękę i idę z Tobą w bezkresne zawsze. W jutro. W środę. W za miesiąc. W bez z...
Bez słów.
Tylko niezapominajki mojego spojrzenia. Nie pieprzę wiosny. O wiośnie. Ewentualnie wiosną.
Chwytam dzień za rękę i idę z Tobą w bezkresne zawsze. W jutro. W środę. W za miesiąc. W bez z...
poniedziałek, 24 marca 2014
bajka
Narysuję dla Ciebie łóżko. Cztery nogi, materac wygodny. Duża ilość prześcieradeł. Białych oczywiście.
Nad łóżkiem powieszę obrazek. Złudzenie miłości.
Narysuję dla Ciebie łóżko. Drogą w bąbelkach mydlin Cię tam zaprowadzę.
Ułożę Cię na prześcieradłach i będę Cię lizać językiem o smaku mentolowych papierosów. Popielniczka jeszcze "pachnie" dymem.
A potem pójdę. Odjadę z pierwszym lepszym fagasem. Prosto na Wyspy Kanaryjskie.
Nad łóżkiem powieszę obrazek. Złudzenie miłości.
Narysuję dla Ciebie łóżko. Drogą w bąbelkach mydlin Cię tam zaprowadzę.
Ułożę Cię na prześcieradłach i będę Cię lizać językiem o smaku mentolowych papierosów. Popielniczka jeszcze "pachnie" dymem.
A potem pójdę. Odjadę z pierwszym lepszym fagasem. Prosto na Wyspy Kanaryjskie.
sobota, 22 marca 2014
kilka prawd o rewolucji
Natrętny język sapie jak pies. Do budy... nie posłucha...
Natrętny ślinotok po polsku nie rozumie... i kiedy mówi się "NIE" to niucha...
A wszystko powinno być miłe jak kot. Ciepłe, puszyste, serdeczne...
Natrętny ślinotok po polsku nie rozumie... i kiedy mówi się "NIE" to niucha...
A wszystko powinno być miłe jak kot. Ciepłe, puszyste, serdeczne...
czwartek, 13 marca 2014
zaskoczenie chodnika
Życie potrafi zaskakiwać. Płata figle. Zastawia zasadzki. A może tak miało być?
niedziela, 23 lutego 2014
ocean
Usztywniam palec. Nie pamiętam nawet, jak go łamię. A Ty czasem robisz głupie głupoty. Jak dobrze, że jest bandaż i miłość.
Rozczulają mnie miejsca, w których jeszcze nigdy nie byłam. Rozczula wiatr na schodach. A Ty czasem się gubisz w przeciągach. Jak dobrze, że jest lina mojej dłoni i prosty chodnik do Ciebie.
Rozczulają mnie miejsca, w których jeszcze nigdy nie byłam. Rozczula wiatr na schodach. A Ty czasem się gubisz w przeciągach. Jak dobrze, że jest lina mojej dłoni i prosty chodnik do Ciebie.
piątek, 14 lutego 2014
wtorek, 11 lutego 2014
magiczna kraina Geofryny
W magicznej krainie Geofryny
magiczne słowa dobranych na wskroś dobitnie internacjonalnie intelektualnie słów.
Zagraj ze mną w totalizator słownikowy
może zrozumiesz, gdzie zaczynają się prześwity zaróżowionych motyli w korytarzach rozmyślań.
W gąszczu impulsów elekromagnetycznych Geofryna chwyta za warkocz i wali mordą papier wiolinowy.
Czy to już biegunka? a
telefon komórkowy schowany w bieliźniarce.
Do czasu ślinotoku luster, bo
Geofryna kocha swoje usta, oczy, ręce, stopy, mały zgniły paznokieć przy łokciu też.
W wrzeniach powietrza podbródkiem figlarnie podpierasz wszechświat,
nie patrz tak zalotnie. Świt już leczy się z złamania karku na głowę.
Patrz strona 34. Gdy Ci smutno, gdy Ci źle pele pele ple ple.
magiczne słowa dobranych na wskroś dobitnie internacjonalnie intelektualnie słów.
Zagraj ze mną w totalizator słownikowy
może zrozumiesz, gdzie zaczynają się prześwity zaróżowionych motyli w korytarzach rozmyślań.
W gąszczu impulsów elekromagnetycznych Geofryna chwyta za warkocz i wali mordą papier wiolinowy.
Czy to już biegunka? a
telefon komórkowy schowany w bieliźniarce.
Do czasu ślinotoku luster, bo
Geofryna kocha swoje usta, oczy, ręce, stopy, mały zgniły paznokieć przy łokciu też.
W wrzeniach powietrza podbródkiem figlarnie podpierasz wszechświat,
nie patrz tak zalotnie. Świt już leczy się z złamania karku na głowę.
Patrz strona 34. Gdy Ci smutno, gdy Ci źle pele pele ple ple.
piątek, 7 lutego 2014
czwartek, 6 lutego 2014
fusy
Znamy się tylko z profilówki. Zgrabnie operujesz nożyczkami, wycinając wspomnienia. Amputacja kawałka ściany. Amputacja lewej ręki kuchni.
Pokruszyła się herbata w za ciasnym kubku. Połamały schody w bloku bez wind do zrozumienia. Szczerości nigdy nie było. Zostały tylko srebrne serduszka w wannie, której nie mam.
Pokruszyła się herbata w za ciasnym kubku. Połamały schody w bloku bez wind do zrozumienia. Szczerości nigdy nie było. Zostały tylko srebrne serduszka w wannie, której nie mam.
poniedziałek, 3 lutego 2014
analiza konkurencji
Jest dobrze. Pozycja 87...dolewam soku do poziomkowej herbaty. Pomidor jak zwykle bez skórki...
Jest dobrze. Słońce przedziera się przez moje myśli. Czysta powierzchnia. Konkurencja została poza granicami.
Jest dobrze. Słońce przedziera się przez moje myśli. Czysta powierzchnia. Konkurencja została poza granicami.
piątek, 31 stycznia 2014
wszystko płonie
Wszystko płynie? Bzdura. Wszystko płonie. Oddechy, pocałunki, rozmowy o wszystkim i o niczym, dotyk, krzyk, spacer bez psa, noc bez snu, cienie na ścianie. Wszystko gaśnie w sekundzie. Wyczerpuje się woda w butelce, serek w opakowaniu, cierpliwość dla głupoty. Nic nie trwa wiecznie. Gasną świeczki. Spalają się parapety.
Wiesz? Kiedyś lepiłam kulki z chleba.
Wiesz? Kiedyś lepiłam kulki z chleba.
wtorek, 28 stycznia 2014
poniedziałek, 27 stycznia 2014
drzwi
Dać siebie. Dać kawałek swojej duszy w słowie. Zetrzeć opuszki palców na klawiaturze. Zetrzeć powietrze pod naporem prawdy. To proste. To trudne. Jak zważyć odwagę bycia sobą? Gdzie szukać kamienia, co wagę przytrzyma? Boisz się. Kiedy otwierasz drzwi, płyną oczy. Boisz się tego, ale pamiętaj. Każda maska to tylko źródło łez. Jeszcze większych...
sobota, 25 stycznia 2014
piątek, 24 stycznia 2014
środa, 22 stycznia 2014
:)
Czasem zdarza się nam nudny film, czasem horror, czasem bajka. Jestem za ostatnią opcją. Zdarzyła się bajka gdzieś na skraju zimy i raju.
A na jutro kupiłam już Mirindę...
A na jutro kupiłam już Mirindę...
wtorek, 21 stycznia 2014
a cuda się zdarzają
Nie mam ostatnio słów. Mam tylko chwile. Kolekcja mojego serca.
Nie umiem pisać ładnie. Ładnie Ty to na mnie patrzysz, kiedy nocnym autobusem jedziemy na skraj łąki. Kaczeńce zdarzyły się nam w styczniu. Czy to nie cud?
Nie umiem pisać ładnie. Ładnie Ty to na mnie patrzysz, kiedy nocnym autobusem jedziemy na skraj łąki. Kaczeńce zdarzyły się nam w styczniu. Czy to nie cud?
wtorek, 14 stycznia 2014
piątek, 10 stycznia 2014
dobranoc
Kiedy pracuję w nocy, uśmiecham się do myśli. Popijam herbatę i domki z kart składam na znak, że chmurnolotnie. I wyjebane mam na prawdopodobieństwo upadku i gruzu odgłosy. Katastrofy budowlane, tsunami i inne pogorzeliska są w sumie dobrym materiałem na fotografie. Znajduję piękno w paragonach rozrzuconych na stole. W gratisie niebo. Szczęście to przecież kwestia pulsu serca.
czwartek, 9 stycznia 2014
środa, 8 stycznia 2014
dieta
Jadłam dziś z Tobą cukierki. Posypały się po pościeli. Kolorowy zawrót języka. A Ty jesteś diabłem, krzyczysz, bluźnisz, iskrami sypiesz, gromami ciskasz, jesteś diabłem, jesteś cholerą, jesteś bombą z natychmiastowym zapłonem. Jesteś domem. Zaroś mnie na kolację, mam ochotę na lizaki...
paranoje
Moja podłoga to odwyk. Przykładam do niej rozgrzane policzki, zajmuje się ogniem. Płonie. Nie boję się ognia. Tak naprawdę boję się tylko skrzynek pocztowych i rozsypanej heroiny Twojego spojrzenia.
wtorek, 7 stycznia 2014
po prostu dzień świra
,,Y: Ty chyba masz coś z głową.
X: -Z dupą!
Y: -Z dupą to zawsze miałaś wściekliznę macicy masz bez przerwy. Kup sobie kołek osinowy i usiądź, siedź na nim to cię uspokoi.
(...)"
X: -Z dupą!
Y: -Z dupą to zawsze miałaś wściekliznę macicy masz bez przerwy. Kup sobie kołek osinowy i usiądź, siedź na nim to cię uspokoi.
(...)"
piątek, 3 stycznia 2014
psot
,,Otwórz se chipsy, weź milkę i ciesz się życiem kobito."
,,Powiem Ci jedno: ja nigdy nie usypiam w czyichś domach."
,,Nigdy nie bierzesz kluczyków od tego samochodu, który jest beemką."
,,Nie mam czasu grać. Ostatnio grałam trzy godziny i pozdzierałam palce."
,,To nie jest grupa, w której wszyscy się lubią. To jest grupa z problemami".
,,Powiem Ci jedno: ja nigdy nie usypiam w czyichś domach."
,,Nigdy nie bierzesz kluczyków od tego samochodu, który jest beemką."
,,Nie mam czasu grać. Ostatnio grałam trzy godziny i pozdzierałam palce."
,,To nie jest grupa, w której wszyscy się lubią. To jest grupa z problemami".
czwartek, 2 stycznia 2014
początek
Nowy Rok zaczął się ciepłem. Gdy blisko... Gdy serce... Gdy zapach przy policzku, a nie tylko porzucony na Twojej koszuli.
Nad ranem krzyczy w nas niebo: Nigdy nie przestawaj marzyć. Nigdy nie wiesz, kiedy się spełni...
Nad ranem krzyczy w nas niebo: Nigdy nie przestawaj marzyć. Nigdy nie wiesz, kiedy się spełni...
Subskrybuj:
Posty (Atom)









