Nocami wracam od siebie. Mija mnie kosmetyczka, zieleniak i pasjonat zwierząt. Kosmita sprzedaje drogo, Kazia rozdaje przepisy, a czarna grzywka pyta czy dziś wieje. Znam tu każdą płytkę chodnika, każde załamanie nieba. W czarnych jak bez kałużach przeglądają się latarnie. Dziewczyna przechyla tanie wino, a żywopłoty przytulają zakochanych.
Kiedyś lubiłam zaglądać ludziom w okna, zazdrościć powietrza. I światła. Wyobraźnia wieszała zasłony, a po mieszkaniu przechadzał się kot. Dziś wracam nocami do siebie. Kuchnia pachnie jakby już na zapas. Mruczy prywatne futro. A ja wyglądam przez balkon. Na drugą połowę serca.
Marzenia się spełniają. Jutro uwierzę w cuda.
w cudzych oknach światło żyrandoli zawsze jest przyjemniej żółte a koty wygodniej rozsiadłe na zagłówkach kanap. czekam, aż rozpoznam w tym złudzenie.
OdpowiedzUsuńtrochę w tym racji, z zewnątrz domy wydają się cieplejsze...
Usuńchoć mam na mojej drodze jedno okno niepokoju, ze złym światłem... tam nie śpią demony
zapach kruchych ciastek
OdpowiedzUsuńpo bokach.
może kiedyś nauczę się je robić... doskonałe..
Usuńa dziś pachnie mi majem...
u kogoś zawsze lepiej, co?
OdpowiedzUsuńTez kiedys lubiłam zagladać ludziom w okna, był to czas kiedy bardzo tęskniłam za własnym azylem, prywatnym miejscem na pomieszkanie... Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń