Miesiące strzelają jak błyskawice. Trochę huku i nie ma, znika iskra, strach. Wszystko złudzeniem. Zima już taka nie moja, jesień sto lat temu przebrzmiała. Pociągi zabrały z sobą szare maski, twarzami tego nazwać nie można.Nic z tego było prawdziwym wierszem. Głowy wycięte ze zdjęć, odcięte fragmenty ręki, nogi, nerki. Jedna cała postać. Segreguje śmieci, segreguje wspomnienia. Sprzedaje ludzi, za parę dolarów, za bilet w jedną stronę, za cztery spotkania, za wstyd spalony w popielniczce.
Herbata nocą, wódka za dnia. Popatrz w lustro i wypij więcej. Włóż rękę między żebra i poszukaj serca.
"Byłam śniegiem w lipcu, amunicją na Placu Świętego Piotra. Jestem wiarą w sens w bezsensie. Uwierzyłam jutro. Zapomniałam wczoraj"(cytat K.K.)
przejechał pociąg po moich żebrach. sprawdzam jednak i nadal mam serce.
OdpowiedzUsuńgdzieś pod mostem alkoholik wierzy w baśnie.
gdzieś na blaszanym placu stoję. i wierzę w jutro. zapominam wczoraj.
Wszystko znika. Wszystko umiera. Pozostaje tylko pytanie, czy to była fikcja? Iluzja? Sen? Nie wiem. Nie wiem co wymyśliłam, nie wiem co wydarzyło się naprawdę.
OdpowiedzUsuń