Kiedyś nie lubiłam poniedziałków. Połykałam drewniany kołek, gdy w pociągach pełnych tęsknoty odjeżdżały marzenia. Na torach gubiłam łzy. Zabierałam ze sobą tylko wspomnienia, parę zdjęć i zapach miłości zamknięty w czarnej walizce. Otwierałam ją dopiero wieczorem...
Dziś kupuję chrupiący chleb. Zaciągam się życiem... Nie budź. Nie szczyp. Nie daj mi znów uwierzyć w zmierzch.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz