środa, 23 kwietnia 2014
zasadzka
Co byłoby gdyby rozciąć niebo?
Szybkim ruchem, niespodzianie. Rozciąć. Zranić. W zasadzie niewiele mamy do
stracenia, dziurawi się przecież wszystko: ser w plasterkach, drogi, pamięć, a
nawet skarpetki. I byłaby sobie dziura w niebie wielkości parasolki. Można by zbadać
ukrwienie nieba, żyły, aorty, rzeki krwi, morza czerwonych łez. Boga zaprosić
na spacer, na kawę. Polizać chmury jak cukrowe lizaki. No i co z Aniołami?
Gubiłyby piórka. Czasem obcasy za niskich Anielic spadałyby gradem na ziemię. A
swoją drogą ciekawe, czy taki Anioł, potykając się o dziurę w niebie, rzuci
kurwą? Nadsłuchiwałabym łakomie z ziemi. Ja bym rzuciła. Pewnie dlatego Aniołem to ja raczej nie zostanę…
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz