Zachciało mi się bloga. Inaczej. Jak dawno temu w paski. A przecież lubię maki. Lecą sobie właśnie w kanale reklamowym i kuszą wolnością. Obietnice też lubię. Słowa na przekór deszczom. I wiatrom w oczy.
Potem gotuję obiad. Dorzucam przyprawy. Dla smaku. Z serca. W menu dziś ragu. Kiedyś marzyłam o własnej knajpie. Z sofami. Świecami. I zawsze świeżymi kwiatami. Nie zostałam Gesler. Drugą Gesler. Ani nawet dwudziestą. Zielarką też raczej nie zostanę. Przyszło mi się z tym pogodzić. Zupełnie nie mam ręki do kwiatów. Za to mam głowę w chmurach. Serce na talerzu. Rudego kota. I nieskończone pokłady miłości.
cieszę się, że zachciało Ci się bloga, uwielbiam Cię czytać :-)
OdpowiedzUsuńcieszę się, że zaglądasz :)
UsuńPaddy pyta mnie co robię... a kiedy odpowiadam, że marzę, rysuje mi nosorożca, tak jest z tym zachciewaniem
OdpowiedzUsuńżyczę Ci pięknych maków
Małgoś, jak Ty pięknie poetycko mmm :)
Usuńmaki mi kwitną pod powiekami ...
Usuńmarzę, czuję, łapię niebo za kostki...
Inez, będziesz gotować na nowym blogu? ;)
OdpowiedzUsuńbędę hehe ale to dopiero w fazie pomysłowej
Usuńpotrzebuje czasu ;)
brzmi to wszystko tak, że aż cię lubię! nawet bez patentu zielarki (chociaż wiem jak ciężko zrezygnować z takich ambicji!)
OdpowiedzUsuńwciąż walczę i walczę bo ambicja spać nie daje, ale mi nie wychodzi : / za to często odwiedzam warzywniak hehe
Usuń