Słucham Kelly family. Jak w tamtą sobotę, kiedy wywrócił się świat. Upadał na głowę, tak się zakochał, ten mój świat. Jedna jedyna. Miłość. Od początku do końca. Całuję kruchość papieru. Może znikną rany, z kolana, z duszy. Rowerem nie pojadę do Palestyny, zima skuła lodem wszystkie drogi. Tylko tęsknota wynajęła tam odrzutowiec. I jeszcze te włosy, w których się można schować i ciężki kaliber słów na k.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz